Przedwiośnie, czyli jak uniknąć formy na Jana

Jazda w deszczu
17 sierpnia 2017
Fakty i mity – piwo i kolarstwo!
13 września 2017

Osoby trenujące nierzadko popadają w pułapkę przedwiośnia i popełniają błędy w procesie treningowym, za które przychodzi płacić formą przez cały sezon.

Wiosna

Kolarska wiosna to niezwykły czas. Trening w okresie rozbudowy zajmuje dużą ilość czasu, a wraz z nim rośnie intensywność. Pod nogą czuć już pierwsze symptomy dobrze przepracowanej zimy i  jedynym ogranicznikiem, by trenować skutecznie jest pogoda. Nowy sezon to zazwyczaj nowe nadzieje na dobre miejsca i progresję. Wszystko to sprawia, że łatwo o błędy, z których najpoważniejszym jest przeszacowanie możliwości adaptacji organizmu.

 

Nadmierny optymizm  u zaawansowanych

U doświadczonych kolarzy, którzy mają już za sobą kilka przepracowanych sezonów, następuje stabilizacja wydolności, a dalsze postępy w treningu nie idą już łatwo. Następuję to zazwyczaj po 4-5 sezonie planowych  treningów. Kolarze owładnięci chęcią dalszego progresu często naginają rzeczywistość w kierunku zawyżonego FTP w tym okresie. Dotyczy to szczególnie sytuacji, w których po testach na FTP i ustaleniu stref treningowych przychodzi robić powtórzenia o ścisłym czasie trwania i  poziomie  intensywności – np. trening sweet spot, powtórzenia siłowe.

 

Z niejasnych przyczyn gro kolarzy zamiast trzymać się twardych danych prowadzi w tym czasie trening oparty o założenia FTP  z okresu startowego, gdy  osiągali swoje rekordowe rezultaty w poszczególnych pikach mocy. Towarzyszy temu mylne założenie progresji w adaptacji organizmu wiązane z nadziejami na nowy sezon. Skutkiem takiego działania jest narastające zmęczenie intensywnością treningu. Innymi słowy, trening jest za mocny i nieadekwatny do okresu rozbudowy. Kolarz wchodzi w sezon z wyższą formą od planowanej, co w kontekście odległych celów startowych – wyznaczanych zwykle na lipiec, sierpień – okazuje się zabójcze dla ogólnej dyspozycji.

Kolejny okres przygotowań przynosi dalszy wzrost obciążeń, który skutkuje osiągnięciem szybszej od planowanej gotowości startowej. Jej utrzymanie w kontekście całego sezonu jest problemowe. Dobra passa się kończy, a zmęczenie i spadek formy triumfuje przed planowanym startem docelowym. Remedium na przedstawiony wyżej schemat jest ścisła kontrola podstaw treningu czyli stosowanie realnych, a nie życzeniowych wartości FTP odniesionych do danych z poprzednich sezonów, adekwatnych do aktualnej formy zawodnika monitorowanej powtarzalnymi testami.

 

Klątwa pierwszego planu

U zawodników rozpoczynających przygodę z kolarstwem, którzy trenują samodzielnie i opierają swoje przygotowania o plan treningowy, występuje problem wynikły z chęci wypełnienia planu w 100% i za wszelką cenę. Początkujący kolarze często monitorują trening za pomocą tętna, a gotowy plan układają samodzielnie w oparciu o dostępną literaturę lub biorą od kolegi. Kontrola aktualnego zmęczenia bez pomiaru mocy, braku rozeznania własnych możliwości i skonsultowania z trenerem, połączone z dogmatycznym trzymaniem się planu bez względu na zmęczenie to w mojej opinii prosta droga do wiosennego przesilenia. Jeśli do tego dodamy charakterystyczne dla początkujących podejście, że „dobry trening to mocny trening, po którym ciężko wejść po  schodach”, to śmiało możemy wysnuć wniosek, że większość z nich jest permanentnie przetrenowana na wiosnę. W konsekwencji rzutuje to na progresję w całym sezonie.

 

Rozwiązanie problemu to rozwaga oraz korekty planu w oparciu subiektywne  oraz obiektywne  oznaki  zmęczenia. Sugeruję też zmianę podejścia do treningu na koncepcję, że „mocniej nie znaczy lepiej”. Wszystko to według mnie zabezpiecza przed „klątwą pierwszego planu”.

 

Casus calpe

Wyjazdy na wiosenne zgrupowania do miejsc gdzie można pojeździć „na krótko” cieszą się z roku na rok coraz większą popularnością. Wielu kolarzy przy okazji pobytu na wiosennym zgrupowaniu cierpi na „syndrom wykorzystania”. Polega on na chęci w nadrobienia zaległości w treningu podstawowym za pomocą długich i intensywnych treningów bez odpowiedniej podbudowy i odpoczynku. Ambitne podejście, motywowane jest chęcią wykorzystania pogody, warunków terenowych, klimatu i wolnego czasu na rower „bo jeśli już wygospodarowałem urlop na rower, słońce opala mi łydki, a w pobliżu podjazd ma 10km to żal nie wykorzystać”.  W większości przypadków scenariusz takich działań można przewidzieć. Po początkowej progresji następuje wzrost zmęczenia, którego kumulacja następuję po powrocie do kraju. Znaczący spadek odporności powoduje, że trenujący w ten sposób kolarz łatwo zapada na zdrowiu po powrocie do treningu w „zimnym”. Przerwa chorobowa cofa trenującego do punktu sprzed planowanego urlopu i jesteśmy w punkcie wyjścia.

Kolarską wiosną warto więc zastanowić się nad współpracą z trenerem, który w przypadku pracy z doświadczonym zawodnikiem realnie oceni przygotowanie i zaplanuje obciążenia. W pracy z mniej doświadczonym zawodnikiem prowadzący ukierunkuje podopiecznego na planowy trening. Tym zaś, którzy jadą na  zgrupowanie do ciepłych krajów nie pozwoli się „zajechać’. W kolarstwie tak jak w „Przedwiośniu” Żeromskiego – liczą się efekty w imprezie docelowej, a nie „szklane domy”.

Komentarze

komentarze